MLP Online PL

MLP - Wszystkie odcinki Online

Teraz jest 21 lis 2017, o 22:47


Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Pisać też nie umiem :P
PostNapisane: 12 cze 2013, o 20:52 
Publicysta
Publicysta

Dołączył(a): 24 lut 2013, o 22:32
Posty: 585
Płeć: Mężczyzna
Miło się czyta, czekam na kontynuację.


Góra
Offline Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 12 cze 2013, o 20:52 


Góra
  
 
 Tytuł: Re: Pisać też nie umiem :P
PostNapisane: 13 cze 2013, o 12:34 
Niezłomny pisarz
Niezłomny pisarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 mar 2013, o 22:02
Posty: 139
Lokalizacja: Bydgoszcz
Nick z youtube: Marcos S
Płeć: Mężczyzna
Pierwszy rozdział. Na szczęście dłuższy niż prolog ^^

Akt Pierwszy.
Cokolwiek złego zrobimy, cokolwiek okrutnego powiemy, jakiekolwiek grzechy popełnimy... Nie możemy żałować.
- Blood Pearl


Rozdział Pierwszy
Akademia idiotów

Moon Dancer postanowił przerwać irytującą ciszę.
- Księżniczko, gdzie my w ogóle jedziemy?
Luna spojrzała na niego krzywo. Nie ugiął się pod jej wzrokiem. Jej wysokość ciężko westchnęła.
- Do akademii Wonderbolts. Muszę odwiedzić Splitfire.
Moon Dancerowi to wystarczyło, ale Night Singer postanowił dowiedzieć się więcej. - Po co? – gdyby nie byli z księżniczką w przyjacielskich stosunkach, w życiu nie odważyłby się tak formułować pytania. – Przecież tam nie ma nic ciekawego.
- Chyba dla was. – odpowiedziała zgryźliwie Luna. – Spitfire poinformowała mnie, że ma paru ciekawych rekrutów do mojej straży przybocznej. Będziecie mieli konkurencje panowie.
Akurat tego osobiści strażnicy księżniczki, a przy tym jej jedyni stale zatrudnieni masażyści, mogli być pewni. osiągnięcie obecnego stanowiska u najpiękniejszej Alicorn w całej Equestrii kosztowało ich dużo trudu i wyrzeczeń. Często dochodzili do tej pozycji po trupach.
- Już tylko jedno pytanie szefowo.
- Taa?
- To dziecko to wasze?
Luna spojrzała niepewnie na swoją uczennice. Maleństwo smacznie spało w kącie karety. Kiedy spała wyglądała bardzo potulnie.
Luna pozwoliła sobie na lekki uśmiech.
- Na razie tak. Mam ją uczyć magii.
- PANI ma ją uczyć magii? – zdziwił się Moon Dancer.
- Tak! JA! Coś wam nie pasuje?
- Nie skądże! – odpowiedział szybko Night Singer – Po prostu… biedny dzieciak.
- CO?!

***

Moon Dancer i Night Singer byli bliźniakami, wychowanymi i dorastającymi w Akademii. Nie pamiętali swoich rodziców, chociaż wiedzieli, że ich ojciec był kiedyś dowódcą Wonderbolts. Postanowili iść w jego ślady. Jednak ktoś im te plany popsuł.
Lunę poznali, gdy byli kadetami pierwszego roku. Zobaczyli ją podczas jej poprzedniej wizytacji w Akademii. Spitfire jak nakręcona zachwalała wszystkich trzeciorocznych kadetów przed jej wysokością. Jeśli Luna przyjęłaby choć jednego, to Akademia otrzymała, by od Celestii ogromne dotacje. Dyrektorka nawijała więc jak najęta. Problemem było to, że większość tegorocznych kadetów była kobietami.
- To może ta tutaj Lightning Dust. Pobiła rekord Akademii w omijaniu przeszkód.
- Nie oczekuje od moich strażników unikania przeszkód. Wręcz przeciwnie. – odpowiedziała pewnie Luna, łamiąc do końca nadszarpnięte nadzieje Splitfire. – Cóż, widzę, że w tym roku moi strażnicy mogą być pewni o swoje ciepłe posadki.
Spitfire wyglądała jakby miała zaraz się popłakać.
- Muszę się zapytać Celestii czy do jej straży nie dołączył jakiś przystojny pegaz… Był chyba taki jeden…
- Jeśli tak to dlaczego tutaj przychodzisz! Tak naprawdę nawet nie potrzebujesz strażników! – wydarła się zrozpaczona Splitfire. – Jesteś tu tylko po, to by zrobić mi na złość!
Luna zatrzymała się w połowie kroku. Bliźniacy oraz reszta kadetów miała wrażenie, że powietrze zaczęło gęstnieć.
Księżniczka odwróciła się i efektownie teleportowała tuż przed twarz Spitfire. Paru kadetów czmychnęło w okoliczne krzaki. Kiedy napięcie dosięgało poziomu sufitu, Luna uśmiechnęła się naglę i odpowiedziała spokojnym głosem.
- Przepraszam, jeśli cię zdenerwowałam. Po prostu lubię patrzeć jak się irytujesz. Nie martw się. Nawet, jeśli nikogo teraz nie przyjęłam na staż to nie oznacza to, że nie otrzymacie dotacji, o których oczywiście nic nie wiem.
Spitfire nie wierzyła własnym uszom.
- Poza tym… - kontynuowała Luna. – Nie wszyscy tegoroczni kadeci źle wyglądają.
Powiedziała to i przesunęła wzrok na parę bliźniaków. Oboje stali zauroczeni. Księżniczka odwróciła od nich swoje spojrzenie i powędrowała spokojnie do karety, gdzie czekało na nią dwóch uśmiechniętych pegazów. Szczęśliwych pewnie dlatego, że nie muszą na razie obawiać się konkurencji.
Po tych wydarzeniach bliźniacy poprzysięgli, iż zrobią wszystko, by zostać strażnikami księżniczki Luny. Po dwóch latach stanęli obok siebie przed Splitfire, która z nerwów wyrywała sobie grzywę z głowy.
- Pamiętajcie tylko aby wyglądać tak dumnie, jak to tylko możliwe kadeci! – wykrzyczała dowódczyni. – Błagam. – powiedziała już ciszej.
Wkrótce przybyła Luna i zaczęła się przechadzać przed tegorocznymi kandydatami. Nie trwało to długo.
- Wezmę tych dwóch.
Westchnienie ulgi Spitfire było chyba słychać nawet w Canterlocie.
Potem wydarzenia potoczyły się szybkim tempem. Bliźniacy w miesiąc dostali pozycję osobistych strażników Luny, a kiedy ta odkryła ich talent do masażów, do zamku przestały nagle przychodzić rachunki od podróżnych masażystów. Czasami Luna dawała takim pracę na dzień lub dwa jednak najczęściej wyrzucała ich zaraz po masażu z zamku. Po pięciu latach służby między Luną a bliźniakami wytworzyła się więź wzajemnego zaufania i przyjaźni. I choć nie mogli przesadzać, bliźniacy czasem byli wredni dla Luny. Oczywiście z wzajemnością.

***

Choć te wydarzenia miały miejsce stosunkowo dawno temu, to co rok o tej porze bliźniacy czuli irytujący niepokój. Pewność siebie pewnością siebie, ale zawsze Luna może znaleźć kogoś lepszego od nich. Wtedy oczywiście wywaliła by ich na zbity pysk.
- P… proszę pana? – piskliwy głosik zabrzęczał koło ucha Moon Dancera.
- Hę? Co? – pegaz nie był pewny, czy to do niego teraz mówią. – Co się stało?
- Gdzie my jesteśmy? – Zapytała Swiette Bell.
Moon Dancer spojrzał krzywo na okolicę.
- W Akademii idiotów.
Swiette Belle zaczęła się rozglądać za swoją nauczycielką, która wyszła z karety, gdy ona spała.
Luna stała kilkanaście metrów dalej przed rzędem kilkunastu pegazów. Ich duża liczba oznaczała, że albo Spitfire ma w tym roku dużo dobrych rekrutów albo wszyscy są tacy beznadziejni, że dowódczyni postawiła ich tu aby zachować przed Luną twarz.
O dziwo jednak Spitfire była nieobecna.
Zamiast niej, przed kadetami stał pegaz z tak strasznie kolorowym ogonem i włosami, że bliźniaki dostawali oczopląsu. Moon Dancer rozpoznał ją od razu. Luna z nią cicho rozmawiała. Po krótkiej chwili przywołała braci ruchem głowy. Podeszli niepewnie a maleństwo za nimi. Na początku mała stąpała powoli, ale gdy zobaczyła pegaza zastępującego dowódczynie, uśmiechnęła się i zawołała.
- Hej! Rainbow Dash! To ja! Swiette Bell!
Tęczowy pegaz przyjrzał się uważniej nadchodzącym kucykom. Zaraz potem spojrzała na Lunę robiąc zdziwione oczy.
- Swiette? To ty? Co ty tu robisz?
- Księżniczka mnie przywiozła. – odpowiedziała mała.
- A ty nie miałaś być w Canterlocie? – spytała podejrzliwie Rainbow.
Maleństwo stanęło jak wryte i zaczęło się czerwienić.
- Akademia Magii postanowiła dać Swiette Belle pod moją opiekę. – przyszła jej na pomoc Luna. – Rektorzy stwierdzili, że będę dla niej lepszą nauczycielką niż oni.
Mała zdziwiona nagłą dobrocią Luny podeszła bliżej a bliźniacy za nią.
- Witaj, Rainbow Dash. – powiedział oschle Moon Dancer
- Witaj, Moon Dancer. – odpowiedziała równie oschle Rainbow Dash.
- Zostałaś więc trenerką rekrutów tak? – zapytał nieprzyjemnie strażnik.
-Owszem. Spitfire mnie awansowała. Cieszę się, że mogę pomóc jej w obowiązkach. – powiedziała jeszcze nieprzyjemniej Tęczówka.
- To miło z twojej strony Dash.
Wciąż milczący Night Singer podszedł do Luny.
- Mój brat i Rainbow Dash byli ze sobą kiedyś bardzo związani. – zaczął wyjaśniać. – Jednak pokłócili się o pewną rzecz i od tamtego czasu nie chcą się widzieć.
- Mógłbyś to rozwinąć? – dopytywała się księżniczka.
- Wolałbym nie teraz.
Luna na nich spojrzała. Starzy przyjaciele wciąż mierzyli się wzrokiem.
- Cóż… rozumiem, że księżniczka chciałaby się zapoznać z nowymi rekrutami. – Rainbow pierwsza przerwała ciszę.
- Tak z pewnością. – odpowiedziała Luna. - Jednakże najpierw chciałabym porozmawiać trochę z Splitfire.
-Mogłabym zapytać najpierw o cel tej rozmowy? – zapytała Rainbow, wciąż patrząc z nieskrywaną niechęcią na Moon Dancera.
- Nie, nie mogłabyś. – odpowiedziała krótko Luna.
- Mam panią odprowadzić? – dopytywała się Dash.
- Nie ma takiej potrzeby. Trafię.
Rainbow nie odpowiedziała, ale wciąż patrzyła na strażnika.
- To ja pójdę z księżniczką. – powiedziało maleństwo.
Jako że nikt nie odpowiedział pobiegła bez słowa. Night Singer odprowadził ją załamanym wzrokiem.
- To będzie długi dzień. – westchnął.

***

Luna wróciła po około pięciu minutach. Jej zadowolona mina nie wróżyła dobrze. Obok niej szło równie rozpromienione maleństwo.
- Niech zgadnę… - zaczęła Luna zwracając się do Night Singera. – nadal się kłócą?
- Ciężko nazwać to kłótnią. – odpowiedział zapytany. – Ale chyba tak.
Luna uśmiechnęła się tajemniczo.
- Zaraz przestaną. – powiedziała, po czym zakrzyknęła doniośle – No dobra kucyki! Mam dla was dwie wiadomości! Dobrą i jeszcze lepszą! Którą chcecie najpierw?
Oba pegazy dziwnie na nią spojrzały. Moon Dancer w przeciwieństwie do Rainbow wiedział, że taka mina jego chlebodawczyni oznacza kłopoty.
- Dobrą? – zapytał niepewnie.
- Zostajemy tu do jutra. –odpowiedziała.
- Co? Dlaczego? Czy nie powinniśmy się śpieszyć ratować Celestii? – zapytał Night Singer.
- Na razie nie. – odpowiedziała Luna – Dowiedziałam się od Splitfire, iż Celestie widziano ostatnio nie w Ponyville a w smoczych górach. Smoki są znane ze swojej gościnności a, poza tym tylko Rainbow Dash z tu obecnych zna tamtejsze tereny.
- Hę? – Moon Dancer nie był pewny czy dobrze usłyszał.
- Night Singer, przygotuj proszę dodatkowe miejsce w karecie.
- Ale… - Dash już chciała coś powiedzieć.
- Panno Rainbow Dash. – zaczęła uroczyście Luna. – Oficjalnie powiadamiam cię, iż twoje szkolenie na kapitana Wonderbolt zostało ukończone. Ukończyłaś egzamin z rekordową liczbą 100 na 100 punktów. A twoim pierwszym zadaniem będzie wspomożenie księżniczki Luny w odnalezieniu jej umiłowanej siostry księżniczki Celestii. Twe zadanie zakończy się wraz z odnalezieniem powyżej wymienionej księżniczki Celestii oraz przetransportowaniem jej do zamku w Canterlocie. Mundur Wonderbolt znajdziesz w swoim pokoju.
- Co? – powiedziała cicho przerażona Rainbow
Luna uśmiechnęła się wrednie.
- Jednym słowem. Jedziesz z nami młoda.

***

- Ale… dlaczego? – spytała Rainbow. – Mam tu przecież obowiązki.
- Już nie. – odpowiedziała Luna. – Jak wcześniej mówiłam tylko ty znasz tereny smoczych gór. A Swiette potrzebuje towarzystwa kogoś bliskiego.
Maleństwo uśmiechnęło się radośnie. Dash miała wrażenie, że to wszystko wymyśliła właśnie ona.
- Przecież nie zmieścimy się wszystkie w karecie - bądź co bądź jest ona dwuosobowa.
- We dwójkę spokojnie damy radę. – powiedziała księżniczka. – Kareta jest przygotowana z myślą o przewożeniu alikornów. A maleństwo może siedzieć na moim grzbiecie. – tu Luna rozłożyła skrzydła. – Będzie miała dosyć miejsca.
Rainbow spojrzała podejrzliwie na Swiette Bell, ale zaraz jednak zrezygnowała. Wiedziała, że nie wygra.
- No dobrze. – zaczęła. – Ale dlaczego dopiero jutro?
- Ponieważ musisz się jeszcze spakować. – odpowiedziała. – Moon Dancer i Night Singer muszą odpocząć po podróży a my z Swiette Belle musimy w końcu zacząć naukę.
Rainbow westchnęła zrezygnowana.
- Jak sobie pani życzy.
Powiedziała, po czym odeszła w kierunku budynku mieszkalnego.
- A wasza dwójka niech idzie do stołówki. – Luna zwróciła się do bliźniaków. – Kucharze dadzą wam co tylko sobie zażyczycie. Zadbałam o to.
Night Singer pomyślał, że jeśli w ciągu pięciu minut Luna załatwiła sprawę z Dash, a na dodatek jeszcze zdążyła pójść do kuchni, to prawdopodobnie Spitfire nie miała możliwości księżniczce odmówić.
- No dobra. – powiedział do swojego brata. – Chodź Dancer. Zjedzmy coś.
Wciąż przerażony Moon otrząsnął się po chwili i pobiegł za bratem.
- Ty moja droga też się przygotuj. – powiedziała Luna – Ze mną nie ma lekko.
- Rozkaz księżniczko. – odpowiedziała pokornie Swiette.
- I żadne „księżniczko”! – powiedziała księżniczka. – Mów mi po prostu Luna.
- Dobrze… Luno – maleństwo spojrzało podejrzliwie na swoją nauczycielkę.

***

- Jak ona w ogóle mogła tak zdecydować! – bulwersował się Moon Dancer.
- Szefowa ma częściowo rację. – odpowiedział mu Night. – Zresztą…, gdyby nie ona, nie moglibyśmy mogli sobie pozwolić na te naleśniki.
Bracia siedzieli w stołówce akademickiej, masowo pożerając zapasy z kuchni. Obok nich stała dziewczyna z tacką.
- Sugar, to coś jest boskie. – pochwalił kelnerkę Singer. – Tak dobrze nie jadłem od dobrych paru lat.
Dziewczyna zarumieniła się tylko i pobiegła spłoszona do kuchni. Bracia robili wrażenie na kadetkach i członkiniach personelu akademii. Nie wiedzieli dokładnie dlaczego. Byli przystojni, ale nie aż tak, by płoszyć dziewczęta jednym zwykłym zdaniem. Luna powiedziała kiedyś, że mają dar. Nie raczyła jednak wyjaśnić jaki. Singer patrzył tęskno za odbiegającym pegazem.
- Tobie tylko kobitki w tym pustym czerepie na myśl przychodzą. – powiedział oschle jego brat. – Kiedy to mi niebo wali się na głowę.
- Nie marudź. Ja także będę musiał ciągnąć dodatkową osobę tak samo, jak ty.
- Tia… - odpowiedział Moon. – Dla ciebie Dash to tylko dodatkowy bagaż.
- No tak… - stwierdził Singer. – Ja nie będę musiał ciągnąć swojej byłej dziewczyny.
- RAINBOW NIE BYŁA MOJĄ DZIEWCZYNĄ!!!
Krzyk Dancera spowodował, że na całej sali zapanowała cisza. Wszyscy spoglądali w kierunku braci. Nawet kucharki wyszły z kuchni zobaczyć co się dzieje.
- Nie rób scen. – powiedział spokojnie Night Singer. – Wszyscy przecież wiedzą, że taka jest prawda. Luna także o tym wie. Zabiera ją tylko ze względu na wasz dawny związek.
- NIE BYLIŚMY W ZWIĄZKU!
-Nie okłamuj mnie. Poza tym dlaczego cie rzuciła? Nie byłeś dla niej wystarczająco dobry?
- ZAMKNIJ SIĘ!!! – Dancer był na skraju wytrzymałości.
- Też bym chyba nie wytrzymał z takim krzykaczem.
W ułamku sekundy Moon Dancer zeskoczył z krzesła i przycisnął z całej siły swojego brata do przeciwległej, oddalonej o jakieś pięć metrów ściany.
Pegaz zamachnął się i z całej siły uderzył Nighta kopytem w twarz.
Cisza jaka po tym nastała była głębsza niż grobowa. Singer spojrzał ze smutkiem w żółte oczy brata.
- Przepraszam. – z jego nosa leciała krew. – Przesadziłem. Nie powinienem tego mówić.
Dancer również patrzył w oczy brata. Identycznie żółte jak jego własne. Puścił go po chwili i odszedł na parę kroków.
- Masz rację. – zaczął. – Chyba przez te pięć lat, odkąd pracujemy u Luny, nie zdążyłem się pogodzić z tym, że Dash mnie zostawiła. Mam wrażenie, że ta kłótnia była mi potrzebna. – odwrócił się do Singera. – Nie chciałem tak mocno cię uderzyć. Obiecuje jednak, że już nigdy nie będę rozpamiętywał przeszłości.
Podszedł do brata i wyciągnął w jego stronę skrzydło.
- Sztama?
Night Singer uśmiechnął się i potrząsnął skrzydło bliźniaka.
- Sztama.

***

- Jak ona w ogóle mogła tak zdecydować! – bulwersowała się Rainbow Dash!
- Nie przesadzasz trochę? – zapytała Lightning Dust .
Dash spojrzała krzywo na swoją przyjaciółkę. Siedziały obie w pokoju Rainbow. Jej nowy mundur Wonderbolt leżał na łóżku.
- Jak można przesadzać w takiej sprawie!? To nie twoje losy wiszą teraz na włosku!
- No niby racja. Nie chciałabym być na twoim miejscu.
Dziewczyny przyjaźniły się od dawna. I, choć Lightning Dust była Wonderbolt od ponad czterech lat, nie zaszkodziło to ich przyjaźni. Tak naprawdę jednak na początku Lightning zazdrościła trochę swojej koleżance. Dawno temu ona również aspirowała do zostania strażniczką Luny. Jednak, gdy zobaczyła jaka Luna jest naprawdę, naglę postanowiła zmienić zdanie.
- W ogóle to podsłuchałam jak Luna rozmawia za Splitfire. – powiedziała Dust.
Rainbow zatrzymała się i patrzyła na przyjaciółkę z wyczekiwaniem.
- Nie słyszałam co dokładnie mówiły, lecz wiem, że dowódczyni nie miała wyboru. Nie miała nawet czasu odmówić, bo Luna zaraz wyszła.
Dash usiadła na podłodze.
- Ja po prostu nie wiem, co mam robić! – powiedziała zrozpaczona.
Rain Dust spojrzała na mundur Wonderbolt leżący na łóżku.
- Po pierwsze, - zaczęła. – nie bierz tego. Nie czujesz się jeszcze Wonderbolt i ja to widzę. Po drugie, jedź z księżniczką, znajdź Celestie i szybko wracaj tutaj aby kontynuować trening.
- Dziękuje, nie wiesz nawet ile to dla mnie znaczy.
- Kiedyś mi się odpłacisz. – uśmiechnęła się Rain. – Załatwię wam ochronę w postaci kilku Wonderbolt abyś miała pretekst aby nie rozmawiać z tamtą czwórką. Odprowadzą cię do granicy Ponyville. Teraz muszę jednak już iść, bo muszę się spotkać z moją drużyną.
Lightning Dust wyszła i Dash została sama. Nie załamywała już się jednak. Świat wydawał się jej teraz o wiele prostszym miejscem.

***

- Nie… nie… nie! Tylko nie tak! Ale… zaraz… nie! AAAAAAAAH!!!
Luna wylądowała na drzewie.
- Przepraszam! Nie chciałam Luno! – maleństwo nigdy nie było tak rozbawione. – To się więcej nie powtórzy, obiecuje! – powiedziała słodkim głosikiem.
- Pomoże mi ktoś!? Gdzie są ci strażnicy, gdy są potrzebni… - dobiegło wśród liści.
Jako, że nikt nie odpowiedział Luna ciężko westchnęła, z trudem rozłożyła skrzydła i zleciała na dół. Chociaż może spadła byłoby lepszym określeniem.
Maleństwo zrobiło tak niewinną minkę, że każdy, oprócz Luny, by się nabrał.
- To co teraz ćwiczymy? – zapytała niewinnie.
Księżniczka spojrzała na Swiette. Niewątpliwie ma talent do magii. Nie każdy jednorożec może unieść dorosłego Alikorna zaklęciem lewitacji. A co dopiero rzucać nim po drzewach. Luna nie bez powodu wybrała siebie na obiekt ćwiczebny dla maleństwa. Alikorny są naturalnie odporne na magie. Słabe zaklęcia jak lewitacja czy teleportacja często na nie po prostu nie działają. Chyba, że są rzucane przez inne Alikorny lub wyjątkowo uzdolnione jednorożce. Swiette najwyraźniej do nich należała.
Luna westchnęła.
- Cóż… można powiedzieć, że telekinezę masz w pewnym stopniu opanowaną. Spróbujmy coś innego… widzisz tamto drzewo? Nie to w które walnęłam, ale tamte daleko?
Swiette wytężyła wzrok. Kilkaset metrów dalej, na skraju urwiska, stało samotne drzewo.
- Chyba widzę…, ale co z nim?
- Ile czasu zajęło by ci dobiegnięcie tam? – zapytała Luna.
- Oj, dużo.
- Spróbuj się tam teleportować.
- Ale… jak? – zapytała Swiette. – Nie umiem jeszcze zaklęcia teleportacji.
- Wyobraź sobie, że już tam jesteś. Że stoisz tam i machasz do mnie.
Maleństwo zmrużyło zielone oczka.
- No dobra wyobrażam to sobie.
- Skup się tylko na tym. Nie myśl o niczym innym. Kiedy już będziesz pewna, że nic innego nie zawraca ci głowy zacznij czarować. Po prostu zacznij wydzielać magie z rogu. Teoretycznie przeniesiesz się wtedy w tamto miejsce.
Maleństwo aż przymykało oczy z wysiłku. Po chwili na jej rogu zaczęły się pojawiać drobne iskierki. Kiedy tylko zamieniły się one w jedno małe światełko maleństwo zniknęło z hukiem.
Luna szukała jej wzrokiem. Znalazła ją w środku grupki plotkujących pegazów. Gdzieś w połowie drogi do drzewa.
Luna westchnęła i teleportowała się do nich. Zobaczyła, że wszystkie pegazy patrz z zdziwieniem na leżące w środku, strasznie czerwieniące się maleństwo. W jej oczach zaczęły pojawiać się łzy.
Luna podbiegła bliżej i powiedziała.
- Przepraszam za moją uczennice. Ćwiczyłyśmy zaklęcia.
Kiedy tylko pegazy zobaczyły Lunę, pokłoniły się głęboko i szybko odeszły, zostawiając księżniczkę i Swiette same.
- Wybacz Luno. – powiedziało maleństwo powstrzymując łzy.
Księżniczka spojrzała zdziwiona na swoją uczennice.
- Nie masz za co przepraszać mała. – powiedziała. – Nic się nie stało. Co więcej, jestem z ciebie dumna. Teleportowałaś się pierwszy raz a udało ci się uzyskać tak wielką odległość. Liczy się to, że się starałaś.
Luna mówiła szczerze. Sama nawet nie wiedziała dlaczego, ale naprawdę była dumna ze swojej podopiecznej.
Swiette otarła łzy.
- To ja spróbuje jeszcze raz, dobrze? – zapytała.
- Poczekaj – powiedziała Luna.
Wokół rogu księżniczki zaczął kłębić się niebieski dym. Luna podeszła do maleństwa i dotknęła jej czoła kopytkiem. Przez ciało maleństwa przebiegło przyjemne ciepło.
- Łał. – zdziwiła się Swiette. – Co to było?
- Zaklęcie uspokojenia. – odpowiedziała księżniczka. – Pozwala łatwiej zebrać myśli. Pomoże ci skupiać się na myśleniu o jednej rzeczy
- Naprawdę wierzysz, że mi się uda?
- Oczywiście, że tak – powiedziała szczerze Luna.

***

Zaczął zapadać zmierzch a Luna i Swiette Belle wciąż ćwiczyły. Luna stała na skarpie. Maleństwo było jakieś sto metrów niżej. I wciąż spadało.
- Pomyśl o tym, że jesteś koło mnie. – Luna telepatycznie komunikowała się z uczennicą. – Wierze, że ci się uda.
Maleństwo zamknęło oczka.
- Myśl o Lunie! – powtarzało sobie Swiette. – Myśl o Lunie! Myśl o Lunie! Myśl o Lunie!
Maleństwo przestało spadać.
Pojawiła się tuż koło Luny. Zachwiała się i omal znowu by nie spadła, gdyby księżniczka jej nie złapała zębami.
- Oj! – wystraszyła się Belle – Blisko było.
- Nho cho thy? – powiedziała Luna przez zęby. – Naphawdhe?
Księżniczka podciągnęła maleństwo do góry i położyła koło siebie. Dokładnie jej się przyjrzała. Swiette Belle była bardzo utalentowana. W jeden dzień poradziła sobie zarówno z teleportacją jak i z telepatią. Z wyższą telekinezą były jeszcze problemy, ale to nic. Potrzebowała jednak stałej pomocy kogoś, kto zna zaklęcie uspokojenia. Teoretycznie Luna mogłaby go nauczyć swoją uczennice, jednak aby zrozumieć istotę tego czaru trzeba mieć już czysty umysł. A myśli Swiette były bardzo zabiegane.
- Czas na dzisiejszy sprawdzian z czego się nauczyłaś. – powiedziała Luna. – Widzisz tamten posąg?
Luna wskazała na dziesięciometrowy posąg feniksa stojący koło przeciwległej ściany. Musiał ważyć z kilka ton.
- Tak. – odpowiedziała Swiette Bell.
- Przenieś go na skraj urwiska.
- Co!? – wystraszyła się Swiette. – Przecież ja, ledwo panią uniosłam. Nie dam rady nawet unieść czegoś tak wielkiego!
- Nie masz go unosić. – powiedziała spokojnie księżniczka. – Twoim zadaniem jest tylko go przesunąć.
Maleństwo jeszcze raz spojrzała na pomnik. Czuła, że to zadanie ją przerasta.
- Dobrze… spróbuje.
Maleństwo podeszło do posągu. Zamknęła oczy.
- Skup się. – mówiła do siebie. – Dasz radę! Luna w ciebie wierzy. Wystarczy, że oczyścisz umysł a wszystko będzie możliwe.
Swiette zaczęła sobie wyobrażać jak przenosi tą statuę. Jak Luna jej gratuluje i ją chwali. Te myśli dodawały jej sił. Nie myślała teraz o rodzinie, siostrze czy domu. teraz jej rodziną była Luna a domem miejsce ćwiczeń. I tylko na tym się skupiała.
Róg Swiette zaczął lekko świecić. Po chwili jakby odważniej, z większą pewnością siebie. Aż zapłonął jasno zielonym blaskiem. W takim samym kolorze w jakim były jej oczy.
Posąg również zaczął się lekko świecić. I w tym momencie się poruszył. Najpierw o kilka milimetrów. Potem centymetrów. Kiedy przesunął się o około metr, maleństwo zaczęło się kulić z wysiłku. Statua była coraz bliżej urwiska. Już tylko parę centymetrów.
Luna położyła skrzydło na głowie Swiette Bell.
- Już wystarczy. Spisałaś się na medal.
Naglę światło wokół Swiette i statuy znikło. Maleństwo upadło ze zmęczenia na ziemię. Wstała jednak z trudem i spojrzała w ciemno niebieskie oczy swojej nauczycielki.
- I jak? – zapytała z wysiłkiem. – Udało mi się?
Luna uśmiechnęła się ciepło.
- Tak malutka. Udało. – powiedziała. – Nie zasypiaj jaszcze. Mam coś dla ciebie.
Luna zamknęła na chwile oczy, poczym przed nią pojawił się piękny, szary amulet w kształcie Alikorna.
Luna założyła Swiette amulet, który, kiedy tylko został przypięty, zaczął zmieniać kolor z szarego na zielony.
- To jest Amulet Alikornów. – zaczęła Luna. - Pozwala on łatwiej skupiać się na czarowaniu. Od teraz nie będziesz potrzebowała mojego zaklęcia uspokojenia. Pamiętaj tylko, że ty i tylko ty możesz go używać.
Swiette spojrzała na amulet.
- Widziałam już kiedyś coś podobnego. – powiedziała. – Kiedy Trixie zaatakowała Ponyville miała coś takiego na szyi. Taki sam, tylko że czerwony.
Luna uśmiechnęła się smutno.
- Trixie była wtedy jakaś dziwna. – kontynuowała Swiette. – Czy to dlatego, że ten amulet nie był jej?
Luna westchnęła ciężko i zaczęła opowiadać.
- Ponad tysiąc lat temu, zanim zostałam uwięziona na księżycu, tworzyłam takie amulety. Pierwszy z nich, dzisiaj nazywany Krwawym, został przeze mnie stworzony dla pewnej osoby. Niestety, pewne wydarzenia doprowadziły do tego, że się rozdzieliliśmy a amulet zaginął. Jednak jakiś czas temu Trixie odnalazła go w antykwariacie w Canterlocie. Wydarzenia potoczyły się potem takim biegiem, że w końcu amulet trafił z powrotem do mnie. Teraz czeka w najgłębszych podziemiach zamku na osobę, której był przeznaczony.
Swiette spojrzała na Lunę z zaciekawieniem.
- Kim była ta osoba? – zapytała.
W oczach Luny można było zobaczyć wielki smutek.
- To był Alikorn, którego pokochałam i od którego zostałam oddzielona na tysiąc lat.
- Gdzie on teraz jest? – dopytywało się maleństwo.
- Nie wiem. – odpowiedziała Luna. – Ale wciąż na niego czekam.
Zapadła noc. Księżniczka podeszła do statuy feniksa. Spojrzała na księżyc. Nikt oprócz Swiette nie zauważył, że Luna płacze.
Wokół niej zaczął kłębić się niebieski dym. Księżniczka spojrzała na statuę, po czym zamknęła oczy. Z jej rogu wystrzelił czarny strumień energii, który trafił w posąg. Przez moment nic się nie działo. Zaraz po tym jednak kamienny feniks zaczął pękać. Kamień zaczął od niego odpadać ukazując czarny ogień, z którego był naprawdę stworzony. Kiedy cały kamień opadł, czarny feniks przeciągnął się, rozłożył skrzydła i skoczył w przepaść. Przez jakiś czas opadał z wielką szybkością ze złożonymi skrzydłami. Tuż przy ziemi jednak rozłożył te skrzydła i w ostatnim momencie uniósł się w górę. Wyglądał przepięknie lecąc na tle księżyca.
- Co się z, nim stanie? – zapytała Swiette Bell.
- Zniknie, kiedy wzejdzie słońce. – odpowiedziała Luna. – Nigdy tak naprawdę nie był prawdziwy. Dałam mu tylko możliwość poznania wolności. Choćby na parę godzin.
Obie patrzyły długo w milczeniu za znikającym na horyzoncie stworzeniem.

_________________
I'm... Monster

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Obrazek - BEST THING EVER!!! Z podziękowaniami dla Doktorka i Golden Wingsa


Ostatnio edytowano 14 cze 2013, o 11:03 przez Marcos, łącznie edytowano 1 raz

Góra
Offline Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pisać też nie umiem :P
PostNapisane: 13 cze 2013, o 13:55 
Pisarz
Pisarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 kwi 2013, o 21:06
Posty: 115
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna
Ladnie Marcos , ładnie.Fajnie się czyta , umiesz pisać.


Góra
Offline Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pisać też nie umiem :P
PostNapisane: 13 cze 2013, o 14:10 
Publicysta
Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 18:21
Posty: 619
Lokalizacja: Kobylin
Nick z youtube: Proto Ssassyn
Płeć: Mężczyzna
Na prawdę przyjemnie się czyta czekam na kolejną część

_________________
Nothing is true, everything is permitted
ObrazekObrazekObrazek
"Wiedza jest wszędzie. Świat to biblioteka"


Góra
Offline Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pisać też nie umiem :P
PostNapisane: 14 cze 2013, o 12:16 
Niezłomny pisarz
Niezłomny pisarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 mar 2013, o 22:02
Posty: 139
Lokalizacja: Bydgoszcz
Nick z youtube: Marcos S
Płeć: Mężczyzna
Kolejny rozdział. Schrzaniłem Zecore bo nie chciało mi się wymyślać rymów -_- Jestem na to zbyt leniwy. Mała strata, bo ten rozdział jest chyba jedynym w całości gdzie Zecora cokolwiek mówi. Rozdzialik jest krótszy niż poprzedni ale mam nadzieje, że wciąż będzie się wam podobał tak jak dotychczas.
Rozdział 2
Dom w głębi lasu.

O poranku wszyscy spotkali się na głównym placu. Po krótkim powitaniu bracia zostali zaprzęgnięci do karety a Luna i Rainbow Dash usiadły koło siebie. Maleństwo wskoczyło na grzbiet Luny i wtuliło się między jej skrzydła. Przy karecie stało również czworo pegazów w strojach Wonderbolt.
- Odprowadzimy was aż do Ponyville. – powiedziała Lightning Dust. – W celach asekuracyjnych oczywiście.
- Dziękuje, ale nie sądzę, żeby to było konieczne. – powiedziała Luna. – W drodze do akademii nie napotkaliśmy żadnych przeszkód i tym razem też będzie podobnie.
- Spitfire nalegała jednak abyśmy oprowadzili księżniczkę Lunę wraz ze służbą. To był cytat. – odpowiedziała oschle dowódczyni Wonderbolts. – Jeżeli taki rodzaj podróży nie odpowiada pani gustom proszę się nie krępować i zgłosić to do biura zażaleń. Sprawa zostanie rozpatrzona w przeciągu tygodnia.
I tak oto Luna przegrała z biurokracją.
Kiedy wszyscy rozsiedli się wygodnie, to znaczy, kiedy Swiette rozsiadła się wygodnie, bliźniacy wystartowali i zaczęli odlatywać na zachód w stronę Ponyville.
Po jakimś czasie Luna powiedziała.
- Robimy małą zmianę kursu.
- To dokąd lecimy? – zapytał Moon Dancer.
- Do lasu Everfree. Muszę się spotkać z Zecorą w pewnej nie cierpiącej zwłoki sprawie.
Wonderbolt poczuli dreszcze na dźwięk tej nazwy.
- Czy to aby na pewno rozsądne? – zapytała Lightning Dust. – Nie będziemy mogli latać w tak gęstym lesie. W razie zagrożenia nie będziemy mogli księżniczce pomóc.
- Nikt was nie zatrzymuje przed odejściem. – Luna uśmiechnęła się wrednie. – W przypadku zażaleń odnośnie celu podróży należy owe zażalenia składać do biura zażaleń w zamku Canterlot. Sprawa zostanie rozpatrzona w przeciągu miesiąca.
Lightning Dust spojrzała pytająco w stronę Rainbow. Pegaz tylko wzruszył ramionami.
Dowódczyni westchnęła ciężko.
- W aktualnych okolicznościach zmuszeni jesteśmy jednak panią opuścić księżniczko. –powiedziała Dust. - Żałuje z całego serca, iż nie będziemy mogli wspomóc nie będziemy mogli wspomóc cię Pani w twojej misji.
- Ja również z całego serca nad tym ubolewam. – odpowiedziała Luna tak jadowicie, jak to tylko było możliwe. – To przykre, iż nasza współpraca musiała zakończyć się tak wcześnie.
- Tak. Rzeczywiście przykre. – powiedziała Lightning, po czym wykonała ruch głową, na który wszyscy Wonderbolt skręcili w przeciwną stronę.
- Żegnam. – powiedziała jeszcze na odchodne.
Kiedy odlecieli na dość dużą odległość, Night Singer, który dotychczas tłumił śmiech, tym razem nie wytrzymał.
- BUAHAHAHAHA!!! – śmiał się radośnie. – To było… Haha! Piękne… hi, hi. Po prostu piękne!
Luna również się uśmiechnęła.
- Zawsze powtarzam, że z biurokracją się nie wygra.
Swiette Belle i Moon Singer dołączyli do ogólnej wesołości. Jedynej, której nie było do śmiechu była Rainbow Dash, która z przerażeniem patrzyła na swoją nową szefową.

***

Night Singer ponownie uderzył się próbując przegonić uporczywego komara. Od godziny pieszo przedzierali się przez las, zmuszeni zostawić karetę na jego skraju.
- Daleko jeszcze do domu tej zebry? – zapytał Lunę. – Bo jeszcze trochę i przez te komarzyska nie zostanie z nas nic co mogło by do niej przyjść.
- Nie marudź. – powiedział jago brat. – Ciesz się, że to nie są te parasprajty czy jakoś tak… podobno czają się gdzieś w okolicy.
- Chodzi o te małe słodkie stworzonka, które zjadły połowę Ponyville? – zapytała Swiette Bell.
- Te same. – Rainbow Dash odezwała się pierwszy raz, odkąd odjechali z akademii. – Gdyby nie Pienke Pie zjadłyby całość.
- Jak to zrobiła? – zainteresowała się Luna. – Zawsze myślałam, że jak już się dobiorą do jakiegoś jedzenia to nic się nie ostaje.
Rainbow uśmiechnęła się tajemniczo.
- Powiem tylko, tyle że od tamtego wydarzenia nazywamy ją nieraz kucyk orkiestra.
Swiette uśmiechnęła się szeroko, ale nic nie powiedziała. Księżniczka stwierdziła, że już nie chce nic wiedzieć.
Po kolejnej godzinie marszu las zaczął zamieniać się częściowo w bagno.
- Świetnie. – Moon Dancer. – Teraz nie tylko nas pogryzą, ale na dodatek utoniemy w bagienku.
- To nie my chcieliśmy tutaj iść. – stwierdził cicho Night Singer.
Luna udała, że tego nie słyszała.
Po jakimś czasie zamiast zapaszku bagna dało się odczuć woń suszonych ziół. Księżniczka uśmiechnęła się.
- Zaczynamy się zbliżać. – powiedziała. – Wraz z Swiette zaczekacie na mnie przed drzwiami Zecory.
Dash stanęła jak wryta.
- To po co my też musieliśmy iść!?
- Dla ochrony? – zaproponowała niewinnie Luna. – W tym lesie jest przecież pełno śmiertelnych zagrożeń.
- Biedne zwierzaki z tego lasu pewnie by cię nie tknęły nawet kijem. – powiedziała do siebie w myślach Rainbow Dash. – Ciekawe, kto tu naprawdę jest zagrożony.
- Mam wrażenie, że spokojnie by sobie pani w tym lesie poradziła bez naszej pomocy. – powiedziała dyplomatycznie.
- No to dla towarzystwa. – stwierdziła księżniczka.
Moon Dancer odwrócił głowę w stronę Rainbow.
- Zacznij się przyzwyczajać. – powiedział uśmiechnięty.
Po pięciu minutach drogi doszli do domu zebry. Powykrzywiane maski i fetysze zwisały ze wszystkich możliwych miejsc. Całość robiła dość makabryczne wrażenie. Ze środka dobiegały jakieś jęki.
- No dobra… - Luna wzięła głęboki oddech. – Jak nie wrócę w ciągu pół godziny poczekajcie trochę dłużej.
Luna wróciła po dwóch godzinach.

***

Kiedy Luna zapukała do drzwi te otworzyły się same. Na końcu ciemnego pokoju na krześle siedziała Zecora.
Sprawa z nią była trochę zagmatwana. Zebra teoretycznie zaliczała się do ziemskich kucyków. To znaczy tych co ani nie latają ani nie czarują. Problemem było to, że Zecora potrafiła czarować. Przynajmniej według reszty kucyków. Luna wiedziała, że te całe „czary” to po prostu znajomość ziół i alchemii. Zecora podobno umiała także przewidywać przyszłość. Tak naprawdę polegało to na tym, że pod wpływem palenia w ognisku wielu różnych roślinek zebra mogła wprowadzać się w trans. Luna miała intrygujące wrażenie, że te ziółka miały właściwości uzależniające. Wolała nie wnikać w ten temat.
- Witaj Zecoro. – powiedziała Luna.
- Aaa… aaa… AAA… PSIK! – odpowiedziała zebra. – Witaj Luno…
- Jesteś chora? – szczerze zdziwiła się księżniczka. – Ziółka już nie pomagają?
Zecora głośno zakaszlała.
- Tiaa… - powiedziała ze zmęczeniem. – Nic już mi nie pomaga.
- Od, kiedy przestałaś mówić wierszem? – zaciekawiła się Luna. – Skończyła ci się wena twórcza?
Zebra spojrzała na Lunę krytycznie.
- Nie mam na razie sił wymyślać rymów. – powiedziała zmęczonym głosem. – Ale co cię do mnie sprowadza?
- Jeśli nie czujesz się na siłach nie musisz mi pomagać. – powiedziała księżniczka. – To nie jest takie strasznie ważne.
- Być może. – powiedziała zebra w zamyśleniu. – Jednak jeśli teraz wyjdziesz twoi towarzysze będą zawiedzeni. W najlepszym wypadku.
Luna zaskoczona pomyślała, jak to możliwe, że Zecora odgadła, że księżniczka przyszła tu sama.
Po chwili głęboko westchnęła i zaczęła opowiadać.

***

Zecora zaczęła się zastanawiać.
- Tak szczerze? Nie mam pojęcia, co to może oznaczać.
Luna siedziała ze spuszczoną głową na fotelu przed zebrą.
- Mówisz, że to był twój pierwszy sen od czasu, kiedy wydostałaś się z księżyca, Tak? – ciągnęła. – Wiesz, że to może nawet nic nie znaczyć? Każdemu zdarza się długo nie śnić. To nic nadzwyczajnego.
Księżniczka wciąż się nie odzywała.
- Mówisz też, że śniła ci się Swiette Bell, Celestia i kto?
- Blood Pearl. – odpowiedziała cicho Luna.
- No dobrze, więc, po kolei. – zaczęła. – Swiette Belle mogła ci się śnić z wielu powodów. To twoja uczennica czyż nie? Może po prostu martwisz się jej nauką i niepokoisz się, że zawiedziesz jako nauczycielka, co?
Luna nic nie powiedziała, ponownie zaskoczona wiedzą Zecory
- Lubisz ty ją chociaż? – zapytała Zecora.
- Tak. – odpowiedziała księżniczka. – Naprawdę ją polubiłam.
- No właśnie. – powiedziała zebra. – Przechodząc dalej. To, że śni ci się twoja siostra to także nic niezwykłego. Martwisz się o nią, bo nie wiesz, gdzie jest. Na ile jest pewna informacja, że była widziana u smoków?
- Spitfire była tego pewna. – odpowiedziała Luna.
- To po co w ogóle jedziesz do Ponyville? – zapytała.
- Muszę się dowiedzieć czegoś w sprawie Swiette. – odpowiedziała. – A, poza tym mieszka tam pewien smoczek. Myślę, że mógłby być pomocny w kontaktach ze smokami.
- Rozsądne. – stwierdziła Zecora. – No dobra. Ale kim jest ta ostatnia osoba. W życiu o kimś takim nie słyszałam.
- To był mój przyjaciel, jeszcze zanim zostałam wygnana przez Celestie.
- Mogłabyś to rozwinąć? – zapytała.
Luna westchnęła.
- Był to ktoś mi bliski. – odpowiedziała. – Nawet bardzo.
- Kim on był? – dopytywała się Zecora.
- Był Alikornem. – odpowiedziała. – Jednym z pierwszych. Otrzymał zadanie od naszych rodziców, to znaczy moich i Celestii, by uczyć nas magii i sztuki rządzenia. W przeciwieństwie do siostry czułam do niego nie tylko szacunek, jaki okazuje się nauczycielowi. Lubiłam jego towarzystwo.
Zecora spojrzała badawczo na Lunę.
- Czy, oprócz tego, że był pierwszym Alicornem, coś jeszcze odróżniało go od reszty?
- Pewność siebie. Wręcz namacalna. On także jako jeden z niewielu nie zachowywał się tak… uniżenie w stosunku do mnie i Celestii.
- Co się działo potem?
Luna uśmiechnęła się smutno.
- Dałam mu prezent.
- Amulet Alikornów? – domyśliła się Zecora.
- Tak.
- Co się stało potem?
- Zostałam wygnana. Księżyc był moim towarzyszem na następne tysiąc lat. Dziękuje, że mnie wysłuchałaś. Muszę jednak już iść. – powiedziała i skierowała swoje kroki w stronę drzwi.

***

Kiedy Luna wyszła Zecora została sama. Ale tak nie do końca.
- Dobrze się spisałaś. – powiedział głos w cieniu.
Zecora potrząsnęła głową
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam. – powiedziała. – Nigdy nie okłamałam Księżniczki.
Dało się słyszeć przenikliwy chichot.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz. Nie martw się. Dotrzymam swojej części umowy.
- Uwolnisz moją rodzinę? – zapytała.
- Oczywiście! Nie są mi już potrzebni. – stwierdził głos.
Zecora głośno odetchnęła. Nie mogła jednak powstrzymać ciekawości.
- Po co miałam okłamać Lunę? Przecież ten jej sen nie miał chyba żadnego ukrytego znaczenia.
- I tu się mylisz… - stwierdził głos. – ON powrócił. A moim zadaniem jest aby wybrał właściwą stronę.
- ON? Mówisz o tym Alikornie?
Głos przez chwile się nie odzywał.
- Nie martw się. – powiedział po chwili głos. – Król Sombra wynagradza tych którzy są mu posłuszni.
Z cienia zaczął wydobywać się nagle czarny dym, który zaczął formować się w postać jednorożca. Jego czerwony zakrzywiony róg fosforyzował lekko na tle szarego umaszczenia.
Zecora patrzyła z odrazą.
- Mówisz, że masz zadanie…, kto kazał ci je wypełnić?
- Tym razem mam sojuszników. I nawet sama Celestia nas już nie powstrzyma.
- To ty ją porwałeś.
- Nie , nie ja. – odpowiedział jednorożec. – Była to moja zmiennokształtna przyjaciółka, którą połączyła ze mną chęć zemsty. Ale nic więcej ci już nie powiem. Nie musisz wiedzieć nic więcej.
Powiedział, po czym rozpłynął się w powietrzu.

_________________
I'm... Monster

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Obrazek - BEST THING EVER!!! Z podziękowaniami dla Doktorka i Golden Wingsa


Góra
Offline Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pisać też nie umiem :P
PostNapisane: 14 cze 2013, o 12:19 
Publicysta
Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2 kwi 2013, o 19:55
Posty: 709
Lokalizacja: Warszawa
Nick z youtube: Kacperro444
Płeć: Mężczyzna
Ale ty masz wene :O No nie powiem że dobry tekst :3

_________________
Obrazek --->Wpadnij na mojego Deviantarta <--- Obrazek


Góra
Offline Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pisać też nie umiem :P
PostNapisane: 14 cze 2013, o 13:34 
Publicysta
Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 18:21
Posty: 619
Lokalizacja: Kobylin
Nick z youtube: Proto Ssassyn
Płeć: Mężczyzna
robi się coraz bardziej ciekawie

_________________
Nothing is true, everything is permitted
ObrazekObrazekObrazek
"Wiedza jest wszędzie. Świat to biblioteka"


Góra
Offline Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pisać też nie umiem :P
PostNapisane: 14 cze 2013, o 18:56 
Publicysta
Publicysta

Dołączył(a): 24 lut 2013, o 22:32
Posty: 585
Płeć: Mężczyzna
I kto tu mówi, że nie umie pisać, bardzo ciekawe.


Góra
Offline Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pisać też nie umiem :P
PostNapisane: 15 cze 2013, o 14:43 
Niezłomny pisarz
Niezłomny pisarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 mar 2013, o 22:02
Posty: 139
Lokalizacja: Bydgoszcz
Nick z youtube: Marcos S
Płeć: Mężczyzna
Kolejny rozdział. Na razie najdłuższy ze wszystkich ^^

Rozdział 3
Wioska szaleńców.

Dolatywali do Ponyville. Od kiedy Luna wyszła od Zecory nie mówiła nic na temat swojej wizyty. Wszyscy uznali, że księżniczka nie chce o tym mówić.
- Zbliżamy się! – powiedział Moon Dancer.
Luna spojrzała na maleństwo. Siedziało sobie na jej grzbiecie i patrzyło na zbliżające się Ponyville.
Miasteczko wyglądało strasznie sielsko i przyjemnie. Na malowniczym pagórku stała stodoła oraz kilka budynków. Za nimi ciągnęły się sady jabłkowe. Od takiej ich ilości robiło się Lunie niedobrze. Na skraju małego lasku stało drzewko, które ktoś zamienił w domek. Wokół niego hasały szczęśliwie przeróżne zwierzątka. Wysoko nad Ponyville unosiło się Cloudsville. Jego latająca odmiana przeznaczona dla pegazów. Całe składało się z bialutkich jak śnieg obłoczków. W centrum Ponyville mieścił się ratusz, biblioteka i cukiernia. Na północnym skraju miasta mieścił się dom Discorda, ducha chaosu, który ostatnio sprzymierzył się z Celestią. Bardziej na wschodzie był zakład krawiecki. Tam właśnie Luna zamierzała iść na początek.
- Odwiedzisz siostrę, mała. – powiedziała Luna. – Co ty na to?
Maleństwo zadrżało.
- Naprawdę chce pani tam iść? – zapytała Swiette.
- A co? Nie chcesz odwiedzić swojej siostry?
- Nie to, że nie chce. – powiedziało maleństwo. – Po prostu nie teraz.
Księżniczka spojrzała dziwnie na swoją uczennice.
- A ty Rainbow? – zapytała Luna. – Jak myślisz…, gdzie powinnam najpierw iść?
- To zależy. – stwierdziła zapytana. - Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć powinnaś pójść do ratusza. Chociaż nie wiem czy czegokolwiek się dowiesz.
- Czemu? – zdziwiła się Luna. – Czy coś jest nie tak z panią burmistrz?
Rainbow nie była pewna co odpowiedzieć.
- Cóż… - zaczęła. – Za jakieś dziesięć godzin zacznie się święto koszmarów. Jak pani pewnie wie, wszyscy przebierają się za jakieś dziwne i przerażające stworzenia a dzieci chodzą od domu do domu i błagają o cukierki.
- Które potem składają mi w ofierze… - Luna miała wyrobione zdanie na temat tego święta. – ciekawa tylko jestem, kto je potem zbiera… no, ale kontynuując, czy to, że będzie święto oznacza, że nie będą mieli dla mnie w ratuszu czasu?
- Hmm… - zamyśliła się Dash. – Wieść o porwaniu Celestii nie była ujawniona… oznacza to tyle że wszyscy zachowują się normalnie. Pani burmistrz też.
- Czy to źle?
- Pani burmistrz na czas świąt robi się… ekscentryczna.
Luna nie była pewna, co to znaczy, ale przeczuwała, że nic pozytywnego.
Zdecydowała jednak, że najpierw pójdzie do ratusza i sama załatwi wszystkie sprawy. Obiecała, że do Rarity zajrzy na sam koniec. Reszcie powiedziała, że maja wolne do jutra rana. Czyli do zakończenia święta.

***

- Och! Witaj księżniczko! – zawołała pani burmistrz. – Jak miło panią widzieć!
Luna przyjrzała się uważniej
Pani burmistrz była przebrana w clowna. Miała szerokie spodnie i fioletowy garnitur. Za duże gumowe buty dopełniały całości. Jednak to, co tak przeraziło Lunę to fryzura jej rozmówczyni. Kolorowa, napuszona, tak nieadekwatna do stanowiska jej właścicielki, że aż dech zapierało.
- Eeee… - Luna nic więcej nie mogła powiedzieć.
- Podoba się księżniczce mój strój? – zapytała burmistrz.
- Cóż…. Jest bardzo… ładny.
Całe Ponyville było obwieszone girlandami, balonikami i wstążkami. Wszystko w nocnym klimacie.
- Chce pani znów uczestniczyć w naszym święcie? – zapytała burmistrz.
Luna borykała się na początku swego pobytu w Equestri z samotnością. Postanowiła więc uczestniczyć w święcie koszmarów. Potem żałowała.
- Nie , nie tym razem. – powiedziała Luna. – chciałam się tylko dowiedzieć, gdzie aktualnie przebywa Discord.
Na dźwięk tego imienia pani burmistrz zjeżyły się włosy na głowie. Co było dość niezwykłe zważając na perukę.
- Teraz chyba przesiaduje u Fluttershy. Zna ją pani?
Luna kiwnęła głową.
- Tak znam. – powiedziała. – U niej też muszę coś załatwić. Bardzo mi przykro, ale chyba musimy już iść.
Luna spojrzała na uczennicę.
- Co się mówi? – zapytała.
Maleństwo spojrzało krzywo na nauczycielkę.
- Dziękuje i do widzenia? – zaproponowała.
Pani burmistrz uśmiechnęła się dziwnie w stronę Swiette.
- Musisz się dużo uczyć u pani Luny czyż nie tak? – zapytała. – Nie tęsknisz za nami czasem?
Maleństwo zmrużyło niepewnie oczy i lekko zaczęło dotykać medalion zawieszony na szyi.
- Tak. – odpowiedziała cicho.
- To my już pójdziemy. – wtrąciła się Luna.
Pani burmistrz przestała wpatrywać się w małego jednorożca.
- Tak, Tak. – odpowiedziała. – odprowadzę was.
Gdy obie wyszły już z ratusza, burmistrz wróciła do swojego biura. Kiedy zbliżyła się do biurka zauważyła leżące na, nim notatki. Na jednej z nich było coś nabazgrane. Burmistrzyni przypomniała sobie, że sama to narysowała. Przypomniała sobie też, że miała powiedzieć księżniczce coś ważnego. Rysunek przedstawiał amulet. Taki sam jaki miała na szyi Swiette.
Pani burmistrz wybiegła z ratusza.
- Księżniczko! – zawołała. – Niech pani poczeka! Był tu pani przyjaciel! Mówił że…
Ale Luna była już daleko i nic nie słyszała.
Amulet na rysunku był czerwony.

***

- Czemu dotknęłaś wtedy medalionu? – zapytała Luna.
?) Swiette została wyrwana z zamyślenia.
- Co? Niby kiedy go dotknęłam?
Księżniczka wpatrywała w swoją uczennice.
- A na przykład teraz. – odpowiedziała.
Maleństwo spojrzało w dół. Rzeczywiście wciąż pocierała amulet kopytkiem. Natychmiast go jednak odsunęła i spojrzała pytająco na Lunę.
- Nawet nie wiedziałam… - stwierdziła. – To chyba mnie uspokaja.
- Nieważne. – powiedziała Luna. – Zajmiemy się tym, gdy będzie czas.
Swiette nie była pewna czy chciała wiedzieć co znaczy „zajmiemy”.
- Dokąd teraz idziemy? – zapytała.
- Mamy do odwiedzenia jeszcze trzy miejsca. – powiedziała Luna. – Dom Fluttershy - muszę porozmawiać z Discordem; Bibliotekę - smoczek Twilight byłby pomocny w kontaktach ze smokami oraz twoją siostrę. Co wybierasz?
Maleństwo zamyśliło się.
- Do Rarity nie chcę na razie iść, Twilight będzie awanturować się o Spika. Zostaje tylko Fluttershy.
- Doskonale. – powiedziała. – Właśnie doszłyśmy.
Swiette rozejrzała się. Naprawdę stały przed drzwiami Fluttershy. Zewsząd rozlegały się krzyki zwierząt wystraszonych ich nagłym pojawieniem się.
Luna zapukała do drzwi.
- K…, kto tam? – wewnątrz dobiegł cichy dźwięk.
- Księżniczka Luna! – powiedziała księżniczka. – Miałam przyjść!
Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Ze środka wyleciało jakieś zwierze. Wleciało na Lunę i ją przytuliło.
- Hej! Asheris! – krzyknęła Luna. – Ile razy mam mówić żebyś tak nie robiła?
Mały czarny feniks spojrzał pytająco na Lunę.

***

Dokładnie miesiąc po powrocie Luny do Equestri do zamku przyjechał handlarz zwierzętami. W geście dobrej woli zaoferował Celestii feniksa. Po tym jak się zgodziła, zapytała się handlarza czy nie ma być może jeszcze jednego.
- Hmm… - pomyślał handlarz. – chyba znalazł by się jeszcze jeden. Ale jest z nią pewien problem.
- Jaki problem? – zapytała Celestia.
- Ten Feniks ma inny kolor. Nie wiem dlaczego, ale ten okaz jest czarny. Z równie nieznanych mi powodów jest też bardzo chorowita. Zwykłe przeziębienie może skończyć się dość tragicznie. Jedynym racjonalnym wyjaśnieniem jej słabego zdrowia jest to, że nie traci ona piór. Księżniczka zamyśliła się.
- Jednak go wezmę. – stwierdziła. – Ile się należy?
Kiedy po raz pierwszy Luna zobaczyła swoje nowe zwierzątko nie mogła nic z siebie wydusić. Podziękowała tylko i dokładniej przyjrzała się swojej nowej podopiecznej.
Zwierzak wyglądał dość tragicznie. Trzęsąca się istotka, która nie wiedziała nawet co się dzieje. Luna poważnie wzięła się za leczenie zwierzątka. Ogłosiła, że sama o niego zadba i parę dni nie wychodziła z pokoju. Nikt nie wiedział jak, ale udało się jej doprowadzić ptaka do odpowiedniego stanu.
Teraz prawie nigdy się bez niego nie ruszała. Feniks zawsze siadał jej na skrzydle i obserwowała wszystko dookoła. Co jakiś czas tylko Luna musiała wysyłać ją na badania profilaktyczne.

***

Kiedy Luna skończyła opowiadać, jej towarzysze i Fluttershy siedzieli w salonie. Oprócz Discorda, który postanowił poszerzyć swoje zdolności kucharskie i okupował kuchnie.
- To dobrze, że masz jakiegoś zwierzaka. – powiedziała siedząca obok Luny Swiette.
Asheris latała zadowolona po pokoju, co jakiś czas siadając w różnych miejscach.
Po chwili z kuchni zaczęły przylatywać talerze i sztućce. Kiedy wszystkie ustawiły się przed siedzącymi, z kuchni wyleciał nagle wielki czerwony dywan, który okrążył stół. Po tym dywanie nadjechał na wrotkach Discord, w ubraniu kelnera i z tacą w ręku.
- Zapraszam do stołu, moje drogie kucyki! – zawołał.
Jeżdżąc na wrotkach okrążył stół, kładąc na nim pojawiające się znikąd szklanki. Za drugim okrążeniem nalał do nich kakao. Kiedy skończył, wskoczył na stół, a w jego rękach pojawiła się wielka miska.
- Oto przed państwem Barszcz a’la Barszczyk! – zakrzyknął. – Według przepisu mojej skromnej osoby!
Powiedziawszy to położył miskę na stole. Pstryknięciem palców stworzył talerze do zupy i ustawił je w rządku. Kolejnym pstryknięciem stworzył w wielkiej misce mały stateczek a sam zmniejszył się do rozmiarów solniczki
Luna dokładniej przyjrzała się statkowi. Miał piracką banderę, kapitana i majtków. Na rufie stała malutka Luna z Asheris na ramieniu i trzymając mały mieczyk wykrzykiwała rozkazy cichutkim, piskliwym głosikiem. Na bocianim gnieździe stało malutkie Maleństwo i patrzyło przez lunetę. Co ciekawa trzymała ją odwrotnie niż powinna. Za sterem stała Fluttershy i ledwo go utrzymywała. Majtkami byli Moon Dancer, Night Singer i Rainbow Dash. Każdy miał przepaski na oczach i po dwa miecze w skrzydłach. Dash zamiast mieczy trzymała naładowane kusze.
- Żołnierze! – wykrzyczał Discord w kierunku armii talerzy, które zdążyły się przebrać po wojskowemu. Każdy talerz trzymał widelec jako dzidę i małe krótkie nożyki do walki bezpośredniej. – Dziś stajemy w obliczu strasznego wroga! Podli piraci zaatakowali nasze piękne miasto! Musimy je ocalić!
Jak na zawołanie, na brzegu dużej miski z barszczem pojawiła się miniatura Canterlotu. Była tak dokładna, że zebranym zabrakło tchu w piersiach Na wieży zamkowej stała nawet malutka Celestia i wymachiwała białą chusteczką w stronę armii.
- Za księżniczkę! Za Equestrie! DO ATAKU!
Bitwa była krótka, lecz efektowna. Piraci mocno przetrzebili wojska Discorda za pomocą kanonady z dział. Ci, którzy przeżyli, znaczy nie zostali stłuczeni, wspięli się na miskę z barszczem. Kiedy wszyscy zaczęli płynąć do statku wpław, Rainbow Dash zaczęła szyć do nich z kusz, a Luna strzelała z łuku. Wśród wojsk Discorda dało się zobaczyć parę kucyków. Pani burmistrz padła podczas kanonady a Big Macintosh wspinał się na statek. Discord już walczył z Luną na rufie.
W momencie, kiedy talerze dostały się na statek, Fluttershy za sterem zdezerterowała. Umknęła szybko ze statku poprzez skok do barszczu.
- Kucyk za burtą! – zawołała maleńka Swiette Bell.
- Arr! – zawołała kapitan Luna.
- Pani kapitan! – Moon Dancer walczył w ramie w ramie ze swoim bratem. – Nie dajemy rady!
- Arr! – zawołała kapitan Luna.
- Kapitanie dopadli mnie! – Rainbow Dash została okrążona przez Big Macintosha i cztery talerze.
- ARR! – zawołała trzeci raz kapitan Luna.
- Słownik ci się skończył piracie? – zapytał Discord, który wciąż nacierał na wroga. – Nie martw się! To już się kończy.
- Arr? – zapytała cicho kapitan Luna.
Discord pstryknął palcami. Luna oraz pozostali członkowie załogi unieśli się nagle w powietrze. Wszyscy wylecieli ze statku i powpadali do barszczu.
- Uciekajcie przyjaciele! – zakrzyknął Discord dowódca, kiedy Big Macintosh zaczął ścinać maszt siekierką, która pojawiła się niewiadomo skąd.
Wszystkie talerze, w tym także Big zaczęły się zmieniać w małe Discordy w strojach baletnic. Każda stanęła na burcie statku i po kolei zeskakiwały. Towarzyszyła temu sielska, operowa muzyczka. Discord dowódca pstryknął palcami i teleportował się do zamku. Stanął koło Celestii i zaczął machać w stronę taplających się baletnic i załogi statku. Sam statek, a dokładniej to, co z niego zostało, ułożył się w ładny, choć trochę nieczytelny napis: „Koniec.”
Po chwili Discord na zamku uśmiechnął się i pstryknął palcami.
Zamek, statek, marynarze oraz żołnierze powrócili do takich samych miejsc i pozycji jak przed rozpoczęciem bitwy. Sam Discord, już w normalnych rozmiarach, stał na środku stołu w stroju kelnera i uśmiechał się od ucha do ucha.
- A teraz smacznego! – powiedział. – I uważajcie na zupę. Może być trochę ostra.

***

- Przynajmniej zupa była dobra.
Luna spojrzała krzywo na swoją uczennice.
- No co? – zapytało maleństwo. – Przecież mówię prawdę
Piorun uderzył niedaleko nich. Nad Ponyville szalała burza. Luna potrafiła kontrolować pogodę. W przypadku, kiedy emocję brały u niej górę nad rozsądkiem, księżniczka przestawała nad tym panować. Kiedy była smutna: padał deszcz. Kiedy wystraszona: pojawiała się mgła. Kiedy była wnerwiona jak teraz: szalała burza.
Kolejny piorun minął Swiette o włos.
Na kolacji Luna poprosiła Discorda o pomoc w odnalezieniu Celestii. Odmówił.
- Dlaczego nie chciał jechać z nami? – zapytało maleństwo. – Przecież i tak nie ma co robić w Ponyville.
Luna ciężko westchnęła.
- Gdybym ja to wiedziała…
Kiedy burza się trochę uspokoiła, Swiette postanowiła zaryzykować.
- To co teraz robimy? – zapytała. – Miałyśmy chyba iść do Twilight.
Luna patrzyła chwilę na rozrzedzające się chmury.
- Tak… Chciałam zabrać Spika, lecz chyba czeka nas jeszcze dodatkowy pasażer.
- Twilight też jedzie? – domyśliła się Swiette. – Czemu?
Luna przez chwile się nie odzywała.
- Kiedy Celestia powiedziała mi, że będę mieć uczennice, od razu wiedziałam, że to będzie ten mol książkowy. Kiedy siostra potwierdziła moje przypuszczenia zaczęłam myśleć jak to ma wyglądać. Ty nie byłaś planowana, że się tak wyrażę.
Swiette przyjęła to do wiadomości.
- Dlaczego akurat ona? – maleństwo nie przejęło się, że zostało uczennicą tylko po, to by Luna nie musiała się sama użerać z Twi. – Wiem, że jest od niedawna Alikornem, ale żeby od razu coś takiego?
- Celestia twierdzi, że ona ma talent. Co tam, że ja żadnego nie widzę.
Swiette patrzyła dziwnie na swoją nauczycielkę.
- A, której z nas… - zaczęła niepewnie. – Będziesz… poświęcać więcej uwagi?
Luna się zamyśliła.
- Hmm… zważając na to, że ciebie lubię, to chyba tobie. Chociaż ciekawie będzie uczyć innego Alikorna.
- Dlaczego w ogóle ona potrzebuje nauki? – dopytywało się maleństwo. – Myślałam, że zna się już na magii.
- Magia jednorożców i Alikornów trochę się różni. – odpowiedziała zapytana. – Limity, które pojawiają się w postaci jednorożca, w postaci Alikorna często w ogóle nie mają miejsca. Na dodatek jesteśmy długowieczni. Twilight musi być przygotowana na to, że będzie żyć dłużej niż wszyscy jej przyjaciele. To nie jest takie fajne, żyć wiecznie. Uwierz mi, nie masz jej czego zazdrościć.
- Nie jestem zazdrosna! – oburzyła się Swiette Bell.
Luna uśmiechnęła się tylko i nic nie powiedziała.

***

- Jak mogłeś tak postąpić Discord! – Fluttershy była sfrustrowana. – Nie wolno odmawiać księżniczce!
Discord siedział cicho w kącie.
- Idę na zakupy. – powiedziała na odchodne. – Postaraj się nikogo więcej nie zasmucić.
Kiedy pegaz wyszedł, Discord głośno westchnął.
- Wyłaź Sombra. – powiedział. – Pewnie nawet ta mała cię wyczuła. Nie masz za grosz talentu.
W jednym z kątów pokoju pojawił się szary dym. Zaczął formować się w postać jednorożca.
- Nie jesteś Discordem – stwierdził Sombra. – On by mnie nie dojrzał.
Discord uśmiechnął się.
- Godna podziwu spostrzegawczość. – stwierdził wrednie. – Jak na to wpadłeś?
Sombra cicho warknął.
- Obrażanie mnie cię nie uratuje. – powiedział. – I tak zginiesz od mojej magii.
Kiedy to powiedział, z jego rogu poleciał w stronę Discorda promień magicznej energii. Oponent machnął tylko od niechcenia ręką. Ruchem tym odbił energię z powrotem do Sombry, który musiał się przed nią uchylić.
- Nazywasz TO magią? – zapytał Discord. – Właśnie obraziłeś wszystkie jednorożce jakie kiedykolwiek chodziły po tym świecie.
Discord wykonał nieznaczny ruch ręką i Sombra został uniesiony w powietrze i uderzył silnie w przeciwległą ścianę.
- Co? – król nie mógł złapać oddechu
- Może łatwiej będzie ci zrozumieć, z kim masz do czynienia, kiedy przyjmę swoją normalną postać. – stwierdził jego oponent.
Powiedziawszy to Discord pstryknął palcami. Nagły błysk oślepił Sombre. Kiedy zdołał otworzyć oczy, stał przed nim ktoś zupełnie inny niż Discord. Z pewnością kucyk. Król nie mógł nic więcej stwierdzić, gdyż przeciwnik miał założony czarny płaszcz z kapturem. Ponadto kuc leżał na podłodze więc nie można było określić jego wielkości. Sombra zrozumiał jednak, że to nie jest byle kto.
- Kim jesteś? – zapytał.
- Moje imię poznasz później. – stwierdził kuc. – Teraz ja zadaje pytania.
- Dobrze więc. – Sombra się uspokoił. – Pytaj.
Nieznajomy przechylił lekko głowę.
- Nie potrzebuje twojej łaski. – stwierdził. – Jeśli nie dowiem się tego czego chcę po dobroci, użyje bardziej radykalnych metod.
Król przełknął ślinę. Sam tak naprawdę nie wiedział dlaczego.
- Pierwsze pytanie: dlaczego tak bardzo interesuje was Luna? Do czego jest wam ona potrzebna?
Sombra milczał. Nie miał zamiaru podporządkowywać się jakiemuś szczeniakowi.
Kuc uśmiechnął się.
- Sam tego chciałeś. Choć może tak będzie łatwiej. Przynajmniej dla mnie.
Oponent Sombry wykonał nieznaczny ruch ciałem. Król poczuł nagle tak silny ból głowy, że aż zaczął zwijać się z bólu. Przed oczami widział obrazy. Obrazy tego co już się wydarzyło. Wtedy Sombra zrozumiał. Ten gówniarz grzebał mu w pamięci. Nagle ból odszedł jakby ręką odjął. Król głośno stęknął.
- Rozumiem. – powiedział kuc. – Nie sądziłem, że powrócą tak szybko. Miałem nadzieje, że mam więcej czasu. Cóż… domyślam się przynajmniej dlaczego Celestia wam nie wystarczyła.
Sombra dyszał z przerażenia. Kimkolwiek był ten kuc, był o wiele potężniejszy od Sombry. Król był zdany na jego łaskę.
- Drugie pytanie: jaki jest dokładny dzień rytuału?
- Nie wiem! – wydyszał Sombra. – Nie uzgadniali tego z nami!
- Oczywiście, że nie. – stwierdził nieznajomy. – Są zbyt wyniośli.
- Co zrobiłeś z moją królową? – teraz Sombra postanowił się czegoś dowiedzieć.
Kuc uśmiechnął się.
- Będzie żyć. – powiedział jakby od niechcenia. – Choć cierpiała nie mniej niż ty.
Nieznajomy podszedł bliżej do kulącego się w kącie Sombry.
- Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. – powiedział. – Jeżeli ty, Zmiennokształtna lub ktokolwiek inny z tej waszej zgrai psychopatów, choćby tylko dotknie Luny, zatłukę. Już nigdy nie będzie musiała przez was cierpieć. Ona jest tylko moja. Ochronię ją. A teraz ostatnie pytanie: czy wiesz już jak się nazywam?
Kuc ściągnął płaszcz. Sombra przyglądał się osobie, która przed nim stała. On był wielki. Ponad dwa razy większy niż Luna i połowę większy niż Celestia. Posiadał czarno czerwone umaszczenie. Takowy długi, ostro zakończony róg i skrzydła. Sombra nigdy nie widział wcześniej tak dużych skrzydeł. Ich rozpiętość była dwa razy dłuższa niż ich właściciel. Miał również długa, czarno czerwoną grzywę i ogon oraz znaczek przedstawiający czerwony kryształ w kształcie wieloramiennej gwiazdy. Najgorsze były jednak jego oczy. Zimne, patrzące z pogardą, krwisto czerwone tęczówki, w których odbijała się przerażona twarz Sombry. Te oczy były złe. Jakby zwiastowały przyszłą zgubę temu, kto w nie za długo się wpatruje. Sombra znał tego kuca. Czytał o, nim w starych księgach. Ten, który rzucił wyzwanie samym stwórcom. Najpotężniejszy, a zarazem najdłużej żyjący Alicorn ze wszystkich.
- Blood Pearl… - jęknął Sombra. – Jeden z Przedwiecznych.
Alikorn spojrzał na Sombre jak na coś małego, bezbronnego i nieciekawego. Sombra poczuł, że prawdopodobnie był dla niego tylko robakiem, którego można zmiażdżyć.
- Idź do nich. – powiedział cicho Alicorn. – Przekaż im, że wróciłem. I, że tym razem ich zabiję.

***

- Splitfire? – zapytał Night Singer. – Co ty tu robisz?
Split siedziała w karczmie Ponyville i piła cydr. Singer nie spodziewał się jej tu znaleźć. Kto, by się spodziewał jednego z dowódców Wonderbolt w takim miejscu. Spitfire spojrzała na niego smutno swoimi pomarańczowymi oczkami.
- Nie wolno się tak odzywać do swojej dowódczyni kadecie. – odpowiedziała cicho.
Night zawsze zastanawiał się czy można się upić cydrem jabłkowym. Właśnie otrzymał odpowiedź. Uśmiechnął się lekko.
- Nie może pani tak do mnie mówić od ponad pięciu lat. – stwierdził z przekąsem. – Mogę się dosiąść?
- Tylko, jeśli mi postawisz drinka. – odpowiedziała. – Dostajesz chyba jakieś wynagrodzenie od księżniczki? Co?
Night nie odpowiedział. Tak naprawdę dostawał na miesiąc tyle, ile Spitfire zarabiała w rok. Wysokie płace były głównym powodem, dla którego pegazy aspirowały do stanowiska ochroniarzy Luny. Przysiadł się i zamówił dwa kufry cydru.
- Więc co tu robisz? – zapytał się jeszcze raz. – Chyba nie przeszłaś jeszcze na emeryturę co? Jeszcze trochę ci raczej do tego brakuję.
Dziewczyna uśmiechnęła się ciepło.
- Wciąż masz cięty humor. Nic się nie zmieniłeś. – powiedziała. – A co do twojego pytania to pokłóciłam się z Soarinem. Wychodzi na to, że po raz pierwszy od dawna jestem wolna. – dodała zalotnie.
Night przyjrzał się swojej ex szefowej. Pod tą twardą powłoką trenera znajdują się ogromne połacie czułości. Czułości, którą okazywała tylko przy Soarinie. A szkoda, bo Spitfire jest naprawdę ładna.
- O co to się pokłóciliście? – zapytał. – Myślałem, że jesteście rodzajem pary idealnej.
Kelnerka przyniosła kufle, zanim dowódczyni zdążyła odpowiedzieć. Night podziękował i zapłacił.
- Wiesz, że Soarin opuścił Wonderbolt, nie? – zapytała Split sięgając po kufel.
- Obiło mi się o uszy. – odpowiedział. – Nie wiem tylko dlaczego.
Spitfire skończyła pić i odpowiedziała.
- Ponad rok temu Soarin zapytał się mnie co sądzę o akademii. Nie miałam trudności z odpowiedzią. Powiedziałam mu, że akademia jest po to, by utalentowane pegazy mogły dołączać do Wonderbolt. Grupy najlepszych lotników w całej Equestri. Powiedziałam mu definicje podręcznikową.
- Czy to źle? – zapytał Night.
Split smutno się uśmiechnęła.
- Najwyraźniej tak. – odpowiedziała. – Stwierdził ze nie musze do niego mówić tak jak do rekrutów. Chciał usłyszeć moje zdanie.
- I co powiedziałaś? – Singera zaczęła ciekawić jej opowieść.
- To co wcześniej.
Oboje przez jakiś czas pili nie odzywając się do siebie. Night Singer pierwszy przerwał ciszę.
- Co się działo potem?
- Jakiś czas potem zrozumiałam dlaczego Soarin pytał się mnie o to tamtego dnia. – odpowiedziała. – Jak co roku Luna przyjeżdżała do akademii. Lecz tym razem coś się zmieniło. Lata wcześniej, jeśli nie wybrała jakiegoś kadeta, ten nic sobie z tego nie robił. Jednak tego dnia, kiedy nikt się Lunie nie spodobał, kilku kadetów odeszło z akademii. Jeden szczerze wyznał, że dołączył tylko po, to by mieć szansę u Luny. Opowiedziałam o tym Soarinowi. Nie zdziwił się.
Night przeczuwał już jakie będzie zakończenie tej opowieści.
- Miesiąc temu Soarin odszedł. Powiedział, że nie ma zamiaru dłużej w czymś takim uczestniczyć. Stwierdził jeszcze, że Akademia stała się rewią. Luna wybiera sobie strażników jakby byli na sprzedasz. Wtedy dopiero zrozumiałam, że miał częściowo rację
- Dlatego oddałaś dowodzenie akademią w ręce Lightning Dust? – zapytał.
- Tak. – powiedziała. – Zrozumiałam, że nie ma tam już dla mnie miejsca. Dlatego odeszłam na wcześniejszą emeryturę.
O wiele za wczesną, pomyślał Night.
- Jedź z nami. – powiedział bez zastanowienia.
Split nic nie mówiła.
- Będziesz mogła lecieć koło nas. – ciągnął. – Poza tym, przyznaj szczerze, nie masz tu nic do roboty. Całymi dniami siedzisz i pijesz cydr. Musisz z tym skończyć, bo ogłupiejesz. Dogadam się z Luną.
Spitfire zbliżyła się do Nighta i pocałowała go.
- Dziękuje. – powiedziała do czerwieniącego się pegaza.

***

- Celestia CO? – zakrzyknęła przerażona Twilight. – Dlaczego mi nikt wcześniej nie powiedział! To przecież katastrofa! Co Equestria zrobi bez swojej księżniczki! Kto będzie wznosił słońce! Co teraz!?
Twi biegała jak szalona po bibliotece. Raz po raz podlatywała do jakiś wyżej położonych książek lub teleportowała się z parteru na piętro i z powrotem.
- Może nie powinniśmy jej brać? – Swiette zwróciła się cicho do Luny. – Ona chyba nie czuje się na siłach aby nam towarzyszyć.
Okazało się, że Twi ma o wiele lepszy słuch niż mogło by się wydawać.
- Oczywiście, że jadę z wami! – krzyknęła. – Nie ma w ogóle innej opcji.
- Możemy się wszystkie nie zmieścić. – maleństwo było przeciwne aby Sparkle jechała razem z nimi.
Luna nie odzywała się. Wodziła tylko wzrokiem za młodą dziewczyną.
Twilight została Alikornem w wyniku ciekawego zbiegu okoliczności, w którym żaden normalny kucyk nigdy, by się nie połapał. Wiadomo, tylko że wszystko wymyśliła Celestia aby sprawdzić czy Twi poradzi sobie w sytuacji kryzysowej. Jak zwykle Luna nie miała nic do powiedzenia. Tak naprawdę to mało ją to interesowało. Po prostu kolejny Alikorn w rodzinie. Jakby Cadence nie wystarczyła.
Luna ciężko westchnęła. Czasami chciała aby dawne czasy wróciły. Kiedy bycie Alikornem nie oznaczało od razu bycie władcą. Kiedy było ich więcej niż czwórka. Wtedy po prostu miało się wśród innych zwykły posłuch.
- To gdzie ostatnio widziano Celestie?
Luna rozejrzała się za źródłem pytania. Spojrzała w dół i zobaczyła maleńkiego smoczka. Jego wielkie zielone oczęta dziwnie na nią patrzyły.
Luna była szczęśliwa, że w końcu spotkała kogoś normalnego.
- Celestia była widziana w smoczych górach. – powiedziała. – Przyszłam tu między innymi po, to by cię poprosić o pomoc w kontakcie z nimi. Jesteś jedynym znanym mi smokiem w okolicy. Oczywiście możesz odmówić, jeśli chcesz.
Spike spojrzał na pakującą się pośpiesznie Twi. Pakowała głównie książki.
- Ktoś musi ją pilnować. – powiedział zmęczonym głosem.
- Mógłbyś ją tu zawołać? – zapytała Luna.
- Spoko. – odpowiedział. – Twilight! Chcą coś od ciebie jeszcze!
- Już biegnę! – Twi krzyknęła.
Po chwili przed Luną stała objuczona bagażami iskierka.
- Po co to wszystko? – zapytała Swiette.
Twi dopiero teraz zauważyła maleństwo.
- O! Hej Swiette Bell. Co ty tu robisz? – zapytała. – Idź się bawić, gdzie indziej i nie przeszkadzaj księżniczce.
Swiette wyglądała jakby miała ochotę komuś przyłożyć. Opanowała się jednak i powiedziała.
- Może o tym nie wiesz, ale zostałam uczennicą Luny. Tak samo jak ty.
Twi chciała coś powiedzieć, ale nie mogła nic z siebie wydusić. Luna ciężko westchnęła.
- Twilight Sparkle. – zaczęła uroczyście. – Od dzisiaj to ja zajmuję się twoją nauką. Mam cię uczyć magii Alikornów. Przy okazji przyjęłam też Swiette na staż.
- Ale… - zaczęła Sparkle. – Myślałam, że to Celestia ma mnie uczyć.
- Siostra stwierdziła, że ona cię już nic więcej nie może nauczyć. Dodała też, że jej zadaniem było tylko i wyłącznie naprowadzenie cię na bycie Alikornem i nic więcej.
- No… dobrze. – otrząsnęła się Twi. – To kiedy jedziemy?
- Jutro rano lub dziś, późną nocą.
- Nie wiem czy Moon i Night dadzą radę nas powozić całą noc. – wtrąciła się Swiette.
- Nie ma się co na razie tym przejmować, bo przez najbliższe pięć godzin i tak się stąd nie ruszymy. – stwierdziła Luna
Twilight zrobiła zdziwioną minę.
- Czemu? – zapytała. – Myślałam, że musimy się śpieszyć ratować pani siostrę.
- Celestia może poczekać. – stwierdziła Luna. – Na razie zapraszam na zewnątrz panno Twilight.
- Co?
- Muszę sprawdzić co potrafisz. – odpowiedziała Luna. –Przecież muszę od czegoś zacząć moje nauki, czyż nie?

***

- No dobrze. Dawaj co tam masz. – powiedziała Luna.
Wszyscy stali przed biblioteką. Luna i Twilight stały naprzeciw siebie. Luna stwierdziła, że konwencjonalne metody nauczania na nic się nie zdadzą w przypadku Twi. Postanowiła, więc, że będą się pojedynkować.
- Przecież mogę panią skrzywdzić! – krzyknęła zrozpaczona Twi.
Luna westchnęła zrezygnowana.
- Dopóki nie wymyślę czegoś efektywniejszego, to jest jedyny sposób aby cię czegokolwiek nauczyć moja droga. – powiedziała.
- Nie mogę pani zaatakować! Nie możemy… nie wiem… zrobić tego jakoś łagodniej? Najpierw jakaś teoria, książki albo co!
- Sprzeciw odnotowano. – stwierdziła Luna.
Wokół Alikornów zebrało się już sporo gawiedzi. Spike próbował im wytłumaczyć, że to nie jest pojedynek, lecz zwykły trening. Kucyki jednak nie słuchały. Walki między jednorożcami zdarzały się niezmiernie rzadko, a co dopiero między Alikornami. Kuce z żyłką do interesów zaczęły zaraz sprzedawać baloniki i tekturowe czapeczki.
- Gotowi? – Spike robił za sędziego. Ktoś mu przywiązał balonik do ogona. – Start!
Spike zdołał uskoczyć na bok tuż przed tym, jak z rogu Twilight wyleciał strumień energii, który został pochłonięty przez tarczę Luny.
- Postaraj się bardziej! – zawołała księżniczka.
Twi zebrała się w sobie, lecz kolejny jej atak został zneutralizowany. Na widowni dało się słyszeć gwizdy.
- Żałosne. – powiedziała do siebie Luna. – Ona faktycznie posiada wielką moc, ale boi się z niej skorzystać. Gdyby się bardziej postarała to naprawdę miałabym powód, by utrzymywać te tarczę.
- Spróbuj jeszcze raz! – krzyknęła. – Ale, zanim zaatakujesz, pomyśl o czymś nieprzyjemnym. O czymś co by cię naprawdę zdenerwowało. Wywołaj w sobie gniew nad którym nie będziesz mogła zapanować. Tylko wtedy możesz zacząć myśleć o walce ze mną.
- Ale… o czym mam pomyśleć? – zapytała.
Luna zastanawiała się przez chwilę.
- Pomyśl… - zaczęła. – Pomyśl, że to ja porwałam Celestie. Że planowałam to od samego początku jak tylko wydostałam się z księżyca. Że nigdy tak naprawdę nie wybaczyłam siostrze i wszystkim kucykom. Myśl o tym tak intensywnie, że aż zaczniesz w to wierzyć. Myśl o tym wszystkim w tym samym momencie. Naraz!
Twilight zamknęła oczy. Po chwili zaczęły kłębić się wokół niej wyładowania elektryczne.
To działa! Pomyślała Luna. Myśli Swiette są zbyt zabiegane aby mogła się skupić na magii, a za to Twi za bardzo skupia się na jednej rzeczy. Każąc jej sobie wyobrazić tak dużo zmusiłam ją do wymyślania paru rzeczy naraz.
Róg Twi zaczął się skrzyć. Luna stwierdziła, że lepiej będzie wzmocnić tarczę.
Wtedy Twilight zaatakowała. Potężna fala energii wyleciała z jej rogu i pomknęła w stronę Luny. Siła jaką wydzielał promień zachwiała tarczą i porobiła w paru miejscach pęknięcia. Fala uderzeniowa przewróciła wszystkie kucyki w obrębie dwudziestu metrów.
Po wszystkim Twi, ledwo stała na nogach. Dyszała ciężko. Nigdy nie przeczuwała, że może mieć taką moc. Luna musiał ją podnieść.
- Nieźle. – powiedziała. – Jak na początek.
Luna zamknęła na chwilę oczy i przywołała naszyjnik. Taki sam jaki miała Swiette. Księżniczka założyła go na szyje Twi.
- Amulet Alikornów? – zapytała dziewczyna. – Po co?
- Wpisałam w niego zaklęcie rozluźnienia. Będziesz dzięki niemu mogła myśleć bardziej wielotorowo.
Twilight patrzyła jeszcze chwilę na amulet, który zaczął zmieniać barwę z szarej na fioletową, po czym zemdlała.
Daleko od widowni, na skraju miasta, pewien Alikorn przyglądał się wszystkiemu z zaciekawieniem. Patrzył głównie na Lunę.
- Smok, cztery pegazy, mały jednorożec, feniks i młody Alikorn. – powiedział jakby do siebie. – W ciekawym towarzystwie się obracasz droga Luno. Nie zamartwiaj się jednak moja miła. Do waszej dziewiątki dołączy niedługo jeszcze jedna osoba. A wtedy już cię nigdy nie opuszczę.
Powiedział do siebie po czym rozpłynął się w powietrzu.

***

- To, gdzie teraz? – zapytało maleństwo. – Tylko nie mów, że do Rarity, błagam.
Księżniczka spojrzała z zaciekawieniem na Swiette.
- Dlaczego w ogóle nie chcesz tam iść? - zapytała.
Swiette ociągała się z odpowiedzią. Asheris siedziała na grzbiecie Luny i patrzyła na maleństwo z góry.
- Znaczy… Ja… - widać było, że Belle strasznie nie chce odpowiadać.
- Nie chcesz, nie mów. – stwierdziła Luna. – Nie będziesz przecież musiała tam wchodzić.
Swiette spojrzała na swoją nauczycielkę z wdzięcznością.
Dzień nad Ponyville się kończył. Niektóre kucyki zaczynały już chodzić w strojach potworów a jakaś DJ zaczęła puszczać muzykę.
- Jeśli chcesz to nie musisz chyba nam na razie towarzyszyć. – powiedziała Luna do Swiette. – Możesz iść się bawić.
Swiette z ulgą zaczęła biec w stronę grupy dzieciaków, lecz zatrzymała się w pół kroku. Między małymi kucykami stała Diamond Tiara. Córka najbogatszego kucyka w mieście a przy okazji największy wróg Znaczkowej Ligi, do której należała Swiette. Maleństwo szybko wróciło do Luny.
- Co się stało? – zapytała Luna.
- Może pójdziemy inną drogą? – zaproponowała Bell. – Akry Sweat Apple wyglądają prześlicznie o tej porze roku.
Luna od razu zrozumiała, o co naprawdę chodzi Swiette, lecz postanowiła pograć w jej małą grę.
- Zbiory się skończyły ponad miesiąc temu. – powiedziała. – Nie ma jabłek które można by było podziwiać.
- Lecz o zachodzie słońca światło ślicznie przebija się przez korony drzew. – Swiette próbowała wszystkiego co mogło, by odciągnąć Lunę od rynku, na którym zebrały się dzieci.
- Już jest noc.
Swiette rozejrzała się zdziwiona wokół. Rzeczywiście słońce zaszło jakiś czas temu a ona tego nawet nie zauważyła.
- Oh… rzeczywiście. Lecz na tle księżyca jabłonie wyglądają nawet piękniej niż w dzień.
- Spróbuj znaleźć mi księżyc za tymi chmurami. – Lunę zaczynało to bawić.
Maleństwo spojrzało z wyrzutem na niebo. Wyglądała jakby chciała nakrzyczeć na księżyc, że nie spełnia swoich księżycowych obowiązków, dając się zasłonić byle chmurce.
- No to chce się zobaczyć z Apple Jack. – Swiette łapała się ostatniej deski ratunku.
- Jack wyjechała. – tym razem to Twi się wtrąciła.
Swiette spojrzała na nią z nienawiścią w oczach. Twilight tylko się uśmiechnęła.
- Świetnie! Po prostu świetnie! Widzę, że nikt mnie nie traktuje tu poważnie.
Swiette podeszła jeszcze raz do małych kucyków. Była do Luny odwrócona plecami, więc księżniczka nie mogła widzieć co się działo. Kucyki nie przywitały się ze Swiette. Diamond Tiara coś powiedziała i wszyscy zaczęli się śmiać wymuszonym śmiechem. Wszyscy oprócz Swiette, która z pewnością była obiektem żartu. Maleństwo próbowało coś powiedzieć, lecz została zagłuszona przez kolejny docinek Tiary. Widać było, że ta mała owinęła sobie wszystkie inne kucyki wokół palca. Wszyscy zaczęli się śmiać. Swiette zaczęła się trząść.
Luna postanowiła trochę zareagować. Zamknęła oczy i odezwała się w myślach to Swiette.
- Nie daj jej się. – powiedziała spokojnym głosem. – Odgryź się.
Maleństwo jednak nie odpowiadało. Mogło to oznaczać, że albo jest obrażona na Lunę lub skupia się mocno na czymś innym.
Tiara wskazała na amulet na szyi Swiette i znowu zaczęła się śmiać. Śmiała się tym razem tylko ona. Swiette przestała się trząść i spojrzała na Diamond. Luna, która była wyczulona na takie rzeczy, poczuła, że Swiette gromadzi energię magiczną.
- O nie… - tylko tyle zdążyła powiedzieć.
Róg Swiette zaczął mocniej świecić a Tiara wyleciała z głośnym okrzykiem w górę. Po pary sekundach lotu wylądowała na drzewie na skraju wioski. Jakieś pół kilometra od miejsca startu.
Luną targały mieszane uczucia. Z jednej strony była zdziwiona, że Swiette postąpiła tak lekkomyślnie, z drugiej była dumna, że udało się jej tak mocno wyrzucić Tiarę w powietrze.
Swiette popatrzyła się na kucyki, które zaczęły się od niej odsuwać. Były wystraszone. Swiette próbowała im coś powiedzieć, usprawiedliwić się, lecz kucyki zaczęły uciekać. Maleństwo patrzało jeszcze chwilę, po czym pobiegła szybko w stronę wyjścia z miasta. Luna zdążyła zobaczyć, tylko że Swiette płakała.
- Zostań tu i uspokój dzieciaki. – powiedziała do Twilight. – Ja spróbuje ją dogonić.
Luna jeszcze raz spojrzała na odległe drzewo.
- I na litość boską, ściągnij z ją z tego drzewa. – jęknęła i pobiegła za maleństwem, które było już daleko poza granicami Ponyville.

***

Luna znalazła Swiette w lesie Everfree. Dokładniej w ruinach starego zamku księżniczek. Luna mogła spokojnie dogonić Swiette wcześniej, lecz chciała się dowiedzieć, gdzie pobiegnie. Maleństwo stało na środku Sali Elementów. Luna miała złe wspomnienia z tego miejsca. To właśnie z tego miejsca została wygnana przez Celestie na księżyc. Wolała odejść stąd jak najszybciej.
- Hej… - powiedziała cicho w stronę Bell. – Co się stało?
Maleństwo spojrzało na Lunę załzawionymi oczami.
- Ja… przepraszam. Nie chciałam jej zaatakować. Była strasznie wredna. Nie wytrzymałam.
- Nic się nie stało. Dobrze zrobiłaś.
Swiette dziwnie spojrzała na Lunę. Jeszcze nikt nie pochwalił jej za zrobienie czegoś złego.
- Mówisz serio? – zapytała podejrzliwie.
- Oczywiście. – odpowiedziała Luna. – Wiem, że to co teraz powiem będzie strasznie niewychowawcze, ale, kiedy byłam w twoim wieku robiłam podobne rzeczy.
Swiette nie była pewna czy dobrze usłyszała.
- Rzucałaś rówieśniczkami po drzewach? – spytała.
- No może nie rówieśniczkami, bo żadnych wtedy nie miałam. – stwierdziła zapytana. - Ale było z kim się pokłócić, zapewniam cię. Celestia zawsze była pod ręką.
Maleństwo otarło łzy.
- Możesz coś o tym opowiedzieć?
Luna spojrzała smutno na ołtarz w centrum pomieszczenia.
- Aby móc to opowiedzieć, muszę cofnąć się do czasu sprzed moich narodzin.
Swiette rozłożyła się na podłodze i patrzyła wyczekująco na Lunę. Księżniczka również rozsiadła się obok niej i zaczęła opowiadać.

_________________
I'm... Monster

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Obrazek - BEST THING EVER!!! Z podziękowaniami dla Doktorka i Golden Wingsa


Góra
Offline Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pisać też nie umiem :P
PostNapisane: 16 cze 2013, o 19:18 
Publicysta
Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 18:21
Posty: 619
Lokalizacja: Kobylin
Nick z youtube: Proto Ssassyn
Płeć: Mężczyzna
ten rozdział akurat był bardziej wciągający czekam na kolejny

_________________
Nothing is true, everything is permitted
ObrazekObrazekObrazek
"Wiedza jest wszędzie. Świat to biblioteka"


Góra
Offline Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 16 cze 2013, o 19:18 


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group
Tłumaczenie phpBB3.PL